niedziela, 30 października 2016

Camp SNAFU Charlie - AAR part3

Misja 3 - Ostateczne starcie

Siły własne:
Hotel (4. Kompania), wchodząca w skład głównych sił natarcia.

Zadanie:
Zająć po kolei punkty PV, PT, PG.

Przebieg zadania:
Zostaliśmy wyładowani ze śmigłowców na punkcie DE. Zgodnie z rozkazem dowódcy głównych sił, rozwinęliśmy się w linię na prawo od drogi. Po naszej prawej była już tylko Delta (ASOT). Powoli ruszyliśmy na przód spodziewając się licznych zasadzek, dobrze ukrytych snajperów i innych umilających natarcie atrakcji przygotowanych dla nas przez stronę niebieskich.

Opór zastaliśmy dopiero w okolicy punktu PT, gdzie sprytnie ukryci w rowach i za umocnieniami przeciwnicy upuścili nam trochę krwi. Na szczęście szybka interwencja medyka postawiła rannych na nogi i mogliśmy dalej brnąć w wyznaczonym kierunku. Wróg cofał się, my kroczyliśmy powoli na przód. Nasze oddziały dystrakcyjne, mające za zadanie atak na flance i odciągnięcie przeciwnika, nie znalazły sił nieprzyjaciela, więc dołączyły się po chwili do nas. Niestety kulała trochę komunikacja między dowódcami poszczególnych drużyn, w wyniku czego trzech naszych operatorów oberwało w wyniku friendly fire, z czego jeden niestety skutecznie. W efekcie dotarliśmy do punktu PG, obstawiliśmy skrzyżowanie podwójnym pierścieniem obrony i wypuszczając zwiady i pogonie kąsaliśmy nieprzyjaciela.

Misję można było wykonać lepiej, choć de facto, zdobyliśmy wszystko co mieliśmy zdobyć nie ponosząc makabrycznych strat. Na pewno dało by się lepiej skomunikować poszczególne drużyny i uniknąć friendly fire. Można też było szybciej i sprawniej wyruszyć, dając nieprzyjacielowi mniej czasu na przygotowanie punktów oporu. Zdając sobie jednak sprawę z trudności dowodzenia tak dużą gromadą ludzi, z tak wielu, nie znających się i nie operujących razem drużyn, uważam że i tak było dobrze.

Camp SNAFU Charlie - AAR part 2

Misja 2 - Nocne rozpoznanie

Siły własne:
Drużyny Bravo (Mad Dogs) i Hotel (4 Kompania), łącznie 14 osób

Zadanie:
Rozpoznać punkty NR i NS pod kątem instalacji PLOT, pozostać niewykrytym przez siły nieprzyjaciela. Po rozpoznaniu punktów znaleźć się po zachodniej części drogi i w momencie ataku sił głównych prowadzić działania odwracające uwagę.

Przebieg zadania:
Załadowaliśmy się do śmigieł i ruszyliśmy na punkt WA. Po desancie i dłuższej chwili na przyzwyczajenie się do ciemności ruszyliśmy powoli na punkt NR. Sprawne przemieszczanie się w ciszy nie było łatwe, bo zachmurzenie skutecznie zatrzymało światło księżyca, więc bez nokto chodziliśmy w zasadzie po omacku.
Bez większych przygód udało nam się dotrzeć na punkt NR, na którym nie znaleźliśmy żadnych śladów obecności nieprzyjaciela. Ruszyliśmy więc do kolejnego miejsca.
W międzyczasie dostaliśmy meldunki od trzeciej drużyny rozpoznania, która miała udać się na punkt DA, raportujące duże skupienie przeciwnika działającego  na światłach. W związku z problemami z łącznością ze sztabem, pełniliśmy również funkcję przekaźnika między radiami 2 i 6 m.
Po dotarciu na punkt NS zauważyliśmy w oddali światła, podeszliśmy bardzo ostrożnie, przygotowani na kontakt z nieprzyjacielem. Punkt okazał się być pusty, natomiast widziane przez nas światła były prawdopodobnie latarkami nieprzyjaciela stacjonującego na południe, na punkcie DA.

Nagle dotarł do nas dźwięk samochodów, zalegliśmy i czekaliśmy, mając nadzieję, że zostaniemy niewykryci. Auta zatrzymały się, po chwili usłyszeliśmy że nieprzyjaciel nas widzi w termowizji. Padł rozkaz otwarcia ognia i pod osłoną wycofania się w głąb lasu a następnie oderwania, co niezwłocznie uczyniliśmy. Nasz manewr opierał się na zasadzie gry pojazdów, które nie mogą desantować operatorów jeśli znajdują się pod ostrzałem. Przynajmniej w teorii dawało nam to chwilę na oderwanie. Niestety w ciemnościach udało nam się rozdzielić na dwa składy, na szczęście po chwili odnaleźliśmy się i połączyliśmy znów jeden oddział. Co wydawało nam się dość dziwne, nikt nie puścił się za nami w pogoń, wręcz przeciwnie, auta odjechały w inną stronę. Jak okazało się później, obsada samochodów uznała nas za swoją sojuszniczą jednostkę, a otwarcie ognia jako nieporozumienie, więc aby nas nie niepokoić, po prostu się zwinęli.

Po ogarnięciu oddziału i znalezieniu bezpiecznego miejsca nawiązaliśmy kontakt ze sztabem i zameldowaliśmy całe zajście, czekając na dalsze instrukcje.  Sztab wyznaczył nam kolejne miejsce docelowe, NM. Starając się unikać kontaktu z nieprzyjacielem ruszyliśmy w dalszą drogę.

Przemierzając ciemny las wielokrotnie słyszeliśmy odgłosy wymiany ognia, pozostając jednak przy własnych rozkazach, podążaliśmy dalej klucząc i unikając jakichkolwiek spotkań.

W czasie naszej wędrówki główne siły prowadzące natarcie zostały rozbite (przez zupełny przypadek najechała na nie pogoń wysłana za naszym oddziałem, jak się już przeciwnik pokapował, że to nie był friendly fire). Jako że wszystkie śmigła były zajęte ewakuacją trupów po epickiej potyczce, i nikt się naszym oddziałem zbytnio nie interesował, postanowiliśmy wrócić z buta do bazy.

Wędrówka w totalnych ciemnościach przez las była bardzo ... integrująca. Odstępy między nami siłą rzeczy się zmniejszyły. Po trasie spotkaliśmy jeszcze duży oddział Zombie, zalegliśmy więc w sosnowym młodniku z zamiarem przeczekania tego pochodu żywych trupów. Adrenalina trochę nam podskoczyła, jak kilku z martwych graczy postanowiło rozładować magazynki idąc do bazy... A za cel obrali sobie ten właśnie młodnik. Kulki padały bardzo blisko.

Ogólnie zadania rozpoznania mają swoją własną specyfikę i nie obfitują w momenty glorii i chwały, epickie potyczki i szaleńcze pościgi za nieprzyjacielem. Pozostaliśmy w miarę możliwości niewykryci, co przy znacznej przewadze nieprzyjaciela uważam za sukces. Nie połamaliśmy również kończyn podczas przemieszczania się po dość trudnym terenie, co też odczytuje in plus.

środa, 26 października 2016

Camp SNAFU Charlie - AAR part 1

Misja 1 - Barbarossa

Siły własne: 
Pluton Młot w sile trzech drużyn - India (Silent Hunters), Hotel (4. Kompania), Charlie (Grupa Gliwice) łącznie 24 op.

Zadanie: Wsparcie obrony pasma wzgórz jako QRF, kontratak na wskazany punkt po nawiązaniu kontaktu przez drużyny broniące punktów BL, BM, BN, NC, NB, BW, zadanie jak największych strat przeciwnikowi.

Przebieg zadania:

Po nadaniu komunikatu Irene, ruszyliśmy na lądowisko śmigłowców. Załadowani w trzy śmigła i po pobieżnym ustaleniu taktyki ruszyliśmy na miejsce wesprzeć obronę wzgórza. Plan zakładał rozwinięcie się w linię, na lewej flance India, Hotel w środku, lekko wycofany, na prawej flance Charlie, i atak na nieprzyjaciela.

Po dotarciu na miejsce (okolice punktu BM), rozpoczęliśmy podejście pod pozycję NW, skąd raportowane były kontakty. Umocniony pagórek był już zajęty przez siły wroga, rozwinęliśmy więc linię i rozpoczęliśmy kontratak. Dobra pozycja nieprzyjaciela oraz brak skoordynowania natarcia spowodował duże straty w India, która pierwsza weszła w zasięg. Udało nam się jednak zająć punkt i po szybkim opatrzeniu rannych i przegrupowaniu kontynuowaliśmy pogoń za odrywającym się przeciwnikiem w kierunku wschodnim.

Po kilku potyczkach nieprzyjaciel zaczął nas flankować. Wraz z niedobitkami z India i Charlie, siłą 8 osób wycofaliśmy na wzgórze NW, zorganizowaliśmy obronę i nawiązaliśmy kontakt ze sztabem w celu uzyskania dalszych rozkazów. Czekając na odpowiedź ze sztabu usłyszeliśmy dźwięk silnika nadjeżdżającego wozu bojowego nieprzyjaciela. Przygotowaliśmy zasadzkę natychmiastową, w którą nieopatrznie wjechał pojazd wroga... i już z niej nie wyjechał. Zasadzka okazała się nadzwyczajnie skuteczna.

Po ponownym nawiązaniu łączności ze sztabem dostaliśmy rozkaz połączenia się z innymi drużynami przebywającymi w terenie i zgrupowaniu się do wspólnego podjęcia przez śmigła. Udaliśmy się na zachód, do punktu BM, gdzie napotkaliśmy drużyny Lima i Alpha. Zorganizowaliśmy obronę lądowiska i czekaliśmy na wezwane wcześniej śmigła, które zabrały nas do bazy.

niedziela, 16 października 2016

Nowy operator 4. Kompanii

Camp SNAFU Charlie zakończył okres rekrutacyjny kolejnego dzielnego strzelca 4. Kompanii. Do naszych szeregów oficjalnie dołączył Brzeszczot, w skrócie nazywany Brzzz.

Brzeszczot jest naszym najmłodszym operatorem, na szczęście może już głosować, kupować alkohol i ma prawo jazdy :) Choć różnica wieku jest między nami spora, to doświadczeniem i wiedzą Młody wcale nie odstaje od reszty składu, a jego entuzjazm i zaangażowanie motywuje nas, tetryków, do działania.

Witamy oficjalnie Brzeszczota w naszej patologicznej rodzinie 4. Kompanii.


poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Nowi operatorzy 4. Kompanii

Operacja Cauldron zakończyła oficjalnie okres rekrutacyjny dwóch naszych operatorów.
Do pełnoprawnych członków Kompanii dołączyli zatem Prott i Trubal, których pozyskaliśmy jako wolne elektrony jeszcze na Camp Snafu Alpha.
Witamy i gratulujemy naszywek!


Prott, nasz cichy i zazwyczaj niewidoczny strzelec, zawsze gotowy do wyjścia w teren bez cienia narzekania. Pokazał swoją odwagę i determinacje już na Snafu Alpha, kiedy jako jedyny bez radia, w nocy znalazł resztę oddziału szybciej niż zawodowy żołnierz. 

Trubal, przedstawiciel pomorskiego oddziału zamiejscowego 4. Kompanii, delegatura w Gdyni. Jest z nami rzadko, ale jak już przyjedzie, daje z siebie wszystko... przede wszystkim nieskończone pokłady dobrej energii i zimny browarek w chwili zwątpienia:)


Operacja Anthrax

Sezon wakacyjny 4. Kompania rozpoczęła na Mokrym Ługu stawiając się na 24 godzinnej strzelance scenariuszowej Operation Anthrax.


W składzie siedmioosobowym, zasileni prawie wszystkimi naszymi nomadycznymi przyjaciółmi, instalowaliśmy PeLOTki, patrolowaliśmy teren, eskortowaliśmy złapanego szpiega i polowaliśmy na moździerz w totalnych ciemnościach.


Po południu orgowie zaplanowali dla nas epicką walkę na piaskowych wydmach, do której opracowany został bardzo szczegółowy plan...

Plan oczywiście dał w łeb i wyszła z niego standardowa ganianina po lesie i strzelanie zza krzaka w totalnym chaosie. Pierwiastek strzelankowy uczestników był przeszczęśliwy.

Najwięcej frajdy sprawiło nam operowanie w nocy, gdy bez wsparcia technologicznego, na mapach bez współrzędnych udało nam się wymacać w lesie z drugą sojuszniczą jednostką. Już, już mieliśmy operatorów moździerza na celowniku, gdy zabawę popsuł nam gajowy Marucha. Jego cierpliwość na wybuchy co 10 minut się skończyła i postanowił poganiać biednych ASGejowców po lesie terenówką. W związku z tym incydentem symulacja została na chwilę przerwana i dostaliśmy rozkaz zwijania się na prędkości do FOBów.

Marsz na bazę również odbył się z przygodami... Szliśmy w dwa teamy, mniej więcej 9 osób,aż tu nagle, zza węgła wychodzi na nas druga ekipa. Spotkaliśmy się na skrzyżowaniu jak byśmy tam umówieni byli... Jak się po chwili okazało, była to obstawa moździerza, na którą polowaliśmy od 1,5 godziny. Dzięki zdrowemu rozsądkowi obu stron obyło się bez kwasów i ręka w rękę wróciliśmy na Beton Plac razem.

Generalnie bawiliśmy się dobrze. Gdyby jeszcze zmniejszyć nachalność moderacji rozgrywki, zwiększyć trochę nacisk na porządek w komunikacji radiowej i ogarnąć bardziej dokładne mapy, było by super :) Na pewno będziemy wpadać na następne imprezy tego typu.
Wszystkie foty do obejrzenia na FB :)

Majowe aktywności 4. Kompanii

W maju 4. Kompania wybrała się na dwie imprezy organizowane przez tą samą osobę, a mianowicie Phoenixa, znanego dobrze w mazowieckim środowisku ASG. Mieliśmy okazję uczestniczyć w Operacji Market Garden oraz Patrol Opps.
O ile pierwsza była typową strzelanką, na którą każdy Asgej powinien pójść przynajmniej raz w życiu, aby potem przerzucić się na milsimy, o tyle druga impreza bardziej przypadła nam do gustu ze względu na charakter i zadania.

Zdjęcia z obu wypadów już są w naszej galerii i na profilu FB.