Zeszliśmy z górki po dwuminutowym odpoczynku i poszliśmy zmacać zasadzkę, zdobywając za frajer plecak Fenka. Szybki powrót na górkę i telefon do zasadzki czy chce się dalej ganiać, czy może mają już dosyć :P
Ćwiczenie ekstra, w godzinę zrobiliśmy więcej niż nieraz przez cały dzień, wdrażając wcześniejsze nauki w praktykę. Note to self - schudnąć, stracić 20cm wzrostu i przestać nosić plecak, bo jakbym się nie starał, to nie jestem totalnie cicho, zwłaszcza na przemrożonym poszyciu i wśród ciągających się po plecaku gałęzi.
Potem było jeszcze więcej ganiania już całą grupą i ganiania jeszcze trochę. Przerobiliśmy więcej patrolu, przechodzenie bramką przez teren zagrożenia taki jak droga. Udało mi się nawet dostrzec wroga! Wyglądał tak jak każdy cel ćwiczebny, więc ostrzegłem dowódcę i trzeba było zawrócić formację, obejść zagrożenie ;)
Pluton wroga wygląda tak:

Potem kolejna przerwa i ćwiczenia z czerwonej, m.in. wyciąganie rannego pod osłoną dymu za oporządzenie, noszenie przytomnego na stelażu z rąk i wreszcie klasyczny "fireman's carry" czyli metoda "na strażaka". Z tych ćwiczeń wróciliśmy wyjątkowo cichym i spokojnym patrolem do samochodów. Idąc na czujce aż przyjemnie było zupełnie nie słyszeć oddziału za sobą! :)
A tu kilka fotek z wypadu.


