Misja 2 - Nocne rozpoznanie
Siły własne:
Drużyny Bravo (Mad Dogs) i Hotel (4 Kompania), łącznie 14 osób
Zadanie:
Rozpoznać punkty NR i NS pod kątem instalacji PLOT, pozostać niewykrytym przez siły nieprzyjaciela. Po rozpoznaniu punktów znaleźć się po zachodniej części drogi i w momencie ataku sił głównych prowadzić działania odwracające uwagę.
Przebieg zadania:
Załadowaliśmy się do śmigieł i ruszyliśmy na punkt WA. Po desancie i dłuższej chwili na przyzwyczajenie się do ciemności ruszyliśmy powoli na punkt NR. Sprawne przemieszczanie się w ciszy nie było łatwe, bo zachmurzenie skutecznie zatrzymało światło księżyca, więc bez nokto chodziliśmy w zasadzie po omacku.
Bez większych przygód udało nam się dotrzeć na punkt NR, na którym nie znaleźliśmy żadnych śladów obecności nieprzyjaciela. Ruszyliśmy więc do kolejnego miejsca.
W międzyczasie dostaliśmy meldunki od trzeciej drużyny rozpoznania, która miała udać się na punkt DA, raportujące duże skupienie przeciwnika działającego na światłach. W związku z problemami z łącznością ze sztabem, pełniliśmy również funkcję przekaźnika między radiami 2 i 6 m.
Po dotarciu na punkt NS zauważyliśmy w oddali światła, podeszliśmy bardzo ostrożnie, przygotowani na kontakt z nieprzyjacielem. Punkt okazał się być pusty, natomiast widziane przez nas światła były prawdopodobnie latarkami nieprzyjaciela stacjonującego na południe, na punkcie DA.
Nagle dotarł do nas dźwięk samochodów, zalegliśmy i czekaliśmy, mając nadzieję, że zostaniemy niewykryci. Auta zatrzymały się, po chwili usłyszeliśmy że nieprzyjaciel nas widzi w termowizji. Padł rozkaz otwarcia ognia i pod osłoną wycofania się w głąb lasu a następnie oderwania, co niezwłocznie uczyniliśmy. Nasz manewr opierał się na zasadzie gry pojazdów, które nie mogą desantować operatorów jeśli znajdują się pod ostrzałem. Przynajmniej w teorii dawało nam to chwilę na oderwanie. Niestety w ciemnościach udało nam się rozdzielić na dwa składy, na szczęście po chwili odnaleźliśmy się i połączyliśmy znów jeden oddział. Co wydawało nam się dość dziwne, nikt nie puścił się za nami w pogoń, wręcz przeciwnie, auta odjechały w inną stronę. Jak okazało się później, obsada samochodów uznała nas za swoją sojuszniczą jednostkę, a otwarcie ognia jako nieporozumienie, więc aby nas nie niepokoić, po prostu się zwinęli.
Po ogarnięciu oddziału i znalezieniu bezpiecznego miejsca nawiązaliśmy kontakt ze sztabem i zameldowaliśmy całe zajście, czekając na dalsze instrukcje. Sztab wyznaczył nam kolejne miejsce docelowe, NM. Starając się unikać kontaktu z nieprzyjacielem ruszyliśmy w dalszą drogę.
Przemierzając ciemny las wielokrotnie słyszeliśmy odgłosy wymiany ognia, pozostając jednak przy własnych rozkazach, podążaliśmy dalej klucząc i unikając jakichkolwiek spotkań.
W czasie naszej wędrówki główne siły prowadzące natarcie zostały rozbite (przez zupełny przypadek najechała na nie pogoń wysłana za naszym oddziałem, jak się już przeciwnik pokapował, że to nie był friendly fire). Jako że wszystkie śmigła były zajęte ewakuacją trupów po epickiej potyczce, i nikt się naszym oddziałem zbytnio nie interesował, postanowiliśmy wrócić z buta do bazy.
Wędrówka w totalnych ciemnościach przez las była bardzo ... integrująca. Odstępy między nami siłą rzeczy się zmniejszyły. Po trasie spotkaliśmy jeszcze duży oddział Zombie, zalegliśmy więc w sosnowym młodniku z zamiarem przeczekania tego pochodu żywych trupów. Adrenalina trochę nam podskoczyła, jak kilku z martwych graczy postanowiło rozładować magazynki idąc do bazy... A za cel obrali sobie ten właśnie młodnik. Kulki padały bardzo blisko.
Ogólnie zadania rozpoznania mają swoją własną specyfikę i nie obfitują w momenty glorii i chwały, epickie potyczki i szaleńcze pościgi za nieprzyjacielem. Pozostaliśmy w miarę możliwości niewykryci, co przy znacznej przewadze nieprzyjaciela uważam za sukces. Nie połamaliśmy również kończyn podczas przemieszczania się po dość trudnym terenie, co też odczytuje in plus.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz