Za namową organizatorów poczyniliśmy pewne roszady w składzie, tak aby szkolenie było przez nas maksymalnie wykorzystane. Kali i Kastor, pełniący funkcje nawigatora i RTO, po odbyciu podstawowego szkolenia na Alphie zapisali się na blok zaawansowany na Bravo. W bloku dedykowanym dla szturmanów uczestniczyli Prot i Sobotor, natomiast na wykłady z dowodzenia zostali oddelegowani Kiero i Fenek, która na Snafu pełniła funkcję dowódcy składu.
![]() |
| autor: Camp SNAFU |
Dzień I
SCENARIUSZ WSTĘPNY
Pierwszy scenariusz, nazwany przez orgów rozgrzewkowym, był przede wszystkim sprawdzeniem umiejętności ogarnięcia swoich teamów przez squadleaderów. Nowatorskim rozwiązaniem było wprowadzenie dowódców do rozgrywki na zasadzie "duchów" - biegających za swoimi ludźmi bez broni i w pomarańczowych kamizelkach, ograniczających się tylko i wyłącznie do wydawania rozkazów. Z pozycji dowodzenia misja przypominała trochę grę RTS - miało to swoje wady i zalety. Przede wszystkim dawało szansę na pełne skupienie nad sytuacją taktyczną swojego oddziału, bez potrzeby martwienia się o własny tyłek, ponieważ był on z zasady nieśmiertelny. Jeśli chodzi o wady, to chodzenie bez broni wśród śmigających wszędzie kulek było z początku mocno deprymujące. Niby wszyscy wiedzą, że to tylko zabawa i realnie nic się nikomu nie dzieje, jednak lata treningów, symulacji i strzelanek wyrabiają w człowieku odruchy i nawyki, które są silniejsze od niego...
Co do wykonania samej misji... Jako swoje pierwsze wprawki w byciu dowódcą oceniam na prawie doskonałą klapę. Niestety dynamika zmieniającego się pola walki w rozgrywkach na zasadach SM-S z respami co kilka minut jest dla mnie, jako zielonego dowódcy zbyt duża, przez co nie jestem w stanie wystarczająco szybko podejmować decyzji, a co za tym idzie, zmniejszam efektywność ekipy. Problem stanowiło też zarządzanie własnym teamem, w którym chłopaki, choć ich uwielbiam i darzę sympatią, nie są jeszcze zgrani, rozłażą się z dwójek, nie słyszą rozkazów, gubią się w lesie i dokonują dziwnych wyborów bez meldowania swojej sytuacji. Efekt jest dość makabryczny - nieogarnięta ekipa zarządzana przez jeszcze bardziej nieogarniętego dowódcę. Na swoją obronę mam tylko tyle, że była to moja pierwsza w życiu misja, gdzie musiałam podjąć trud dowodzenia.
Po tym doświadczeniu jeszcze bardziej doceniam wartość dobrego leadera, nawet jeśli czasem podejmuje złe decyzje. Presja jest na prawdę duża.
BLOK SZKOLENIOWY
Szkolenie dowódców zaczęło się od ... kartkówki - wejściówki z przesłanego wcześniej skryptu dla dowódców. (Jako kujon doskonały nie miałam problemów z napisaniem krótkiego sprawdzianu, więc płynnie przejdę dalej...)
![]() |
| autor: Camp SNAFU |
Treści szkolenia skupiały się głównie na planowaniu i przygotowaniu drużyny do wykonania zadania, a także na szerszym spojrzeniu na działania taktyczne z pozycji dowodzenia plutonem. Wyjście ze szkoleniem o poziom wyżej, czyli rozpatrywanie sytuacji taktycznych z punktu widzenia plutonu, a nie jednej drużyny daje szansę na lepsze zrozumienie i komunikację między dowódcą teamu a HQ strony, czego w realiach strzelankowo - milsimowych bardzo brakuje.
Dla mnie, jako totalnie początkującego dowódcy, zabrakło jednak elementów zarządzania drużyną w prostych sytuacjach taktycznych. Podstawowych informacji jak mam wydawać rozkazy podczas akcji, aby ekipa mnie zrozumiała, w którym momencie wykonać jaki manewr, żeby wykonać zadanie, jak rozlokować ludzi aby mieć jak najmniej strat.
Nauczyłam się natomiast wiele z zakresu planowania akcji, tworzenia rozkazów, zapisywania i przekazywania informacji. Ta wiedza przydała się nam potem na akcji nocnej, ale o tym już w następnym odcinku...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz