Na niedzielę Ogrowie przygotowali scenariusz na zasadach S-MS z mobilnymi respami, systemem punktowym i dominacją terenu. Niestety samo zrozumienie zasad i opracowanie opartej na nich taktyki zjadło większość mojej mocy obliczeniowej... Dowódcą strony został Kiero, Kastor objął rolę RTO całości, ja objęłam oddział uderzeniowy Burza, wyposażony w pojazd pancerny, którego rolę na początku pełnił zmodyfikowany Fiacik - Cienias. Później na szczęście dostaliśmy coś większego, choć Cieńki dawał niesamowity klimat.
Zadaniem Burzy było dawanie szybkiego wsparcia tam, gdzie było to potrzebne, wykorzystując maksymalnie mobilność i kulo-odporność pojazdu. Nasz opancerzony wóz mógł być jednak zniszczony poprzez AT (technologia laser tag, nowatorskie, bardzo fajne rozwiązanie urozmaicające rozgrywkę z pojazdami, wymagające jeszcze dopracowania), także nie mogliśmy czuć się całkowicie bezkarni i bezpieczni.
Na pierwszy ogień poszedł szturm na Wioskę, którą zdobyliśmy i utrzymywaliśmy przez dłuższy czas bez większych problemów. Niestety w pewnym momencie warkot małego silniczka Cieniasa oraz stopień zaczadzenia naszego kierowcy spowodował, że nie usłyszeliśmy na czas alarmu czujnika i nasz bojowóz doznał mocnego uszczerbku na zdrowiu. Aby nie stracić wozu musieliśmy się wycofać...
W tym czasie nieprzyjaciel zdążył zająć naszą Wioskę, co przechyliło szalę zwycięstwa na ich stronę. Musieliśmy coś z tym zrobić. W głowie Kiera powstał plan skoordynowanego ataku z zastosowaniem ostrzału artyleryjskiego i szturmem piechoty. Plan był genialny, niestety mój brak cierpliwości go trochę popsuł... Wjechaliśmy do wioski za wcześnie...
...ale akcja była epicka! Dawno nie miałam takiego zastrzyku adrenaliny jak w momencie wjechania między siły nieprzyjaciela, który zupełnie się tego nie spodziewał. Banany na twarzy moich towarzyszy świadczyły o tym, że i im się podobało. Później niestety dostaliśmy srogi ochrzan od dowódcy. Niestety zasłużony.
Dalsza część akcji była próbą odzyskania przewagi w terenie. Morale trochę podupadło, ale zmobilizowaliśmy się i odbiliśmy Fort. Gdyby akcja trwała kilka minut dłużej odbilibyśmy również stracony samochód, a wtedy, kto wie, może szczęście uśmiechnęło by się do nas ponownie...
WNIOSKI
Camp SNAFU Bravo uważam za udany wyjazd. Szkolenie dowódców, choć nie do końca trafiło w moje oczekiwania, nakreśliło ogólny kierunek, w którym powinnam iść myśląc o kierowaniu zespołem. Działanie w mieszanych składach i wspólne bloki szkoleniowe sprawiały, że nie było spin i kwasów jak to bywa na standardowych imprezach ASG. Nie powstały obozy My i Oni, byliśmy wszyscy jedną wielką ekipą, która starała się pozytywnie spędzić weekend.
W porównaniu do Alphy, Brawo miało bardziej skomplikowaną mechanikę, coraz mniej przypominającą milsima, idącą w stronę rozgrywek RTS. Mniej się czuło realność sytuacji myśląc o której godzinie zginąć, by szybko się zrespić i odzyskać miejsce a wraz z nim dostać punkty. Ten typ rozgrywki zdecydowanie nie przypada mi do gustu...
Z niecierpliwością czekam na Charlie, które ma być w założeniach mocniej milsimowe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz