Milsim przygotowany był całkiem sprawnie... Przed całą akcją ruszyła pełną parą organizacja naszej strony konfliktu, były ISOPREPy, były narady sztabu, łańcuchy dowodzenia, plany, mapy i kryptonimy. Do dyspozycji mieliśmy dwa auta, do obstawienia kilka punktów, generalnie wszystko zapowiadało się bardzo obiecująco. Przygotowani na niskie temperatury, wsparci przez Siwego i Volfa, ruszyliśmy na podbój Afganistanu jako dzielne oddziały ISAF.
Co wyszło i czemu:
Niestety część ekip nie dojechała na miejsce, bo zimno, niedziela, jednak mi się nie chce i nie jestem aż takim uber pro twardzielem (niepotrzebne skreślić). W związku z mniejszą siłą strony, dowódca podjął paskudą decyzję zaprzestania wykonania planu i pójścia "kupą" na poszczególne punkty, żeby na pewno je zdobyć. W efekcie przez następne 4h łaziliśmy po lesie w kilkudziesięcio osobowej kolumnie ubezpieczonej, marznąc i sarkając, a milsim został określony zimowym kinem drogi w realiach ASG.
Swoją drogą musieliśmy być nie lada atrakcją dla wszystkich weekendowych biegaczy i rowerzystów.
W końcu doszliśmy na miejsce ostatecznej akcji... zaatakowaliśmy kupą (jako że tą taktykę konsekwentnie stosował nasz dowódca strony). Efekt zaskoczenia poszedł się paść, bo długo czekaliśmy aż koniec długiej kolumny dotrze do początku i ustali na jakie hasło atakować. Walnęliśmy ze wszystkich rur, partyzanci zaszli nas z tyłu, wyjmując połowę sił. Ja zgarnęłam granat na plecy, co akurat było ciekawszym momentem całej rozgrywki i dobrze go wspominam.
Jakie wnioski nachodzą po całej imprezie? Można zorganizować super imprezę, ale na prawdę dużo zależy od tego, komu powierzysz dowodzenie stroną na milsimie. Chodzenie kupą się nie sprawdza. Większość ekip nie ogarnia komunikacji radiowej i wchodzi z "ej, stachu, widziałeś to z lewej?" na kanał łączności plutonu...
No i środowisko mazowieckie nie dorosło jeszcze do zimowych akcji.
Ale Mokry Ług zimą jest piękny.
No i jak zwykle ja... Fotograf.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz